Powrót do strony głównej

Czytam


goodreads.com

KONTAKT Z AUTORKĄ

Kategorie: Wszystkie | Komiks | Przemyśliwam
RSS
środa, 07 stycznia 2015
Fanpejdż

Koleżanka przywlokła za sobą fanpejdża. Na fanpejdżowych zdjęciach kobitki prezentują z dumą pieprznik w zlewie, zakalce, upaprane dzieci, makaron gotowany w ekspresie do kawy oraz rozwydrzone zwierzęta. Nazwa fanpejdża mówi sama za siebie: Chujowa Pani Domu. - Bosz! - pomyślałam - Jaka wspaniała strona! Ja też tak chcę!

Postanowiłam natychmiast poczuć się lepiej. Pogoniłam dziecko do drugiego pokoju, nie będzie mi tu grało w Majnkrafta. Wyciągnęłam z lodówki butelkę białego półwytrawnego. Włączyłam radio. Zapaliłam świece. Wyciągnęłam wiolonczelę. Jak się bawić to się bawić. 

Wrócony z pracy małż zastał niezłożone pranie (haha!), nieogarniętego Najmłodszego (huhu!) oraz Koty z pustą michą i wyrzutem. Popatrzył, podrapał się po czaszce i wyciągnął komputer. Nieustępliwie nalałam sobie trzeci kieliszek. Małż założył słuchawki. Nerwowo przełknęłam krakersika. Najmłodszy rozlał sok i chaotyczne poszukiwał ręcznika papierowego. - W szafce! - rzuciłam. Osz ty. Nie będę patrzeć. Nie widzę tego. Nie angażuję się. Winko. Krakersik. Sam Smith w tle. Podkręcę volume.

Kocia kupa może będzie śmierdziała mniej po jeszcze jednym kieliszeczku? Nie. Niebałdzo. Małż się ruszył, dobra nasza. - Nie ma moich szklanek do łiski! - Są. Stoją pod twoim nosem. Popatrz na nie. Kupa śmierdzi. Małż wraca ze szklaneczką. - Pomyślałem, że napiję się z tobą - uśmiecha się. Druga kupa śmierdzi do kwadratu. Kot z zapałem wciera trójkolorową sierść w pranie. Najmłodszy rozdeptał połowę krakersików. Butelka kończy się nieubłaganie.

Po trzech czwartych litra białego wina, paczce krakersów i bardzo nerwowych dwóch godzinach, z żalem zakończyłam swoją karierę Chujowej Pani Domu. Najwyraźniej chujowo* mi to wychodzi.

* Ja bardzo przepraszam, że się wyrażam. Ale w zaistniałej sytuacji nie mam innego wyjścia.

czwartek, 11 września 2014
O prawdziwości rodzaju męskiego

Złapałam się na oglądaniu facetów. Normalnie kobiety oglądają inne kobiety. Faceci nie noszą ładnych sukienek (w których Świetnie Bym Wygladała), niebotycznie wysmuklających pęciny szpilek (Właśnie Takie Bym Chciała) a także nie służą podbudowywaniu własnego ego (Jezu Co Ona Ma Na Głowie). Więc normalne kobiety nie zwracają  na panów szczególnej uwagi, kiedy widzą ich en masse. 

Jednak ostatnio coraz częściej słyszę od zaznajomionej płci przeciwnej, że dzisiejszy facet to nie facet tylko pewna część niemęskiej anatomii. Że chudy. Że wąskoramienny. Że rurki na kościstej rzyci ma. Że niehonorny. A jak honorny to nawet po pysku porządnie strzaskać nie umie. Że takiemu to rękę wstyd podać. 

W trosce o przyszłość własnego potomstwa uznałam, że warto zrobić wywiad. I spisać kilka uniwersalnych zasad, dzięki którym w odpowiednim czasie Prawdziwi Mężczyźni uznają moich synów za swoich. Po odsianiu plew wyszło mi co następuje:  

- Zaopatrz się w broń łupaną. Lub cokolwiek, co doda Ci rysu jaskiniowca, ewentualnie wczesnego Wołodyjowskiego. Mężczyzna z maczugą to Mężczyzna Razy Dwa. 

- Niech Twoje imię nie kończy się na "a". Imiona z "a" na końcu noszą faceci w rurkach. Jeśli masz przechlapane i nazywasz się Kuba, daj komuś po mordzie. 

- Niech Twoja ksywka kończy się na 'a". Na przykład przezwiska "Buźka" albo "Faza" to dobre preteksty dla facetów jak góry, którzy dadzą po mordzie każdemu, kto pomyśli, że to niemęskie.  

- Od czasu do czasu wbij sobie jakiś patyk w nogę albo kamień w czoło. Blizny dodadzą Ci poważania u współplemieńców.

- Naucz się odsiewać zbędne informacje. Wiedza o tym jak segregować pranie nie doda Ci splendoru. Natomiast wiedza o tym jak się tego NIE dowiedzieć, jest cenna.

- Jeśli coś naprawiasz, budujesz lub montujesz nie trać czasu na myślenie - jeżeli będziesz działać dostatecznie szybko zdążysz naprawić większość tego co spartoliłeś. No i zawsze to szansa na kolejną bliznę, ewentualnie atak korzonków (zniesiony z dumnie uniesionym tylko czołem, bo o wyprost będzie trudno).

- Nie wpuszczaj gnomów i trolli do swojej jaskini. Gdyby się mimo wszystko napraszały użyj Kuli Ognia. Albo daj po mordzie.

- W przypadku anginy umieraj z honorem. Zadbaj, żeby Twoja śmierć została zauważona i doceniona - niech Twoja słabość stanie się Twoim milczącym (z powodu spuchniętego gardła) zwycięstwem. 

A. No i NIGDY nie zaczynaj maila od słowa "Mili" - nawet jeśli pracujesz w Korpo. Miłe są kotki. Króliczki i kaczuszki. Prawdziwy Mężczyzna nie jest Miły. Prawdziwy Mężczyzna jest Prawdziwy. 

Czego Wam (o ile nie jest za późno) i sobie życzę.

środa, 20 lutego 2013
Bezpiecznik przyzwoitości

Miałam się w temacie nie odzywać. Obiecałam solennie. Pies trącał czemu. Miałam i już. I tak się nie odzywałam sobie. A potem przeczytałam sobie wypowiedź Doroty Z. alias Superniani w NaTemacie. I już nie ma tak prosto.

Opowiem Wam bajkę. Dawno, dawno temu, za siedmioma przecznicami i trzema przystankami metra była sobie Fundacja. Ta Fundacja była śliczna i pożyteczna, bo walczyła ze złymi smokami, które w niewłaściwy sposób podchodziły do pojęcia „dzieci są takie kochane”. Fundację wzniósł na jałowej glebie Król, który zafundował na ten cel całe tysiąc złotych. A ponieważ w skarbcu wiater hulał, resztę postanowił zdobyć od dobrych ludzi.

Nie ma co zbytnio rozwodzić się nad złotymi latami Fundacji, kiedy to Król-Fundator wraz z Zaufanym Rycerstwem ogniem i mieczem wypalał drogę sprawiedliwości, a naród mu ufał i dzielił się nie tylko dobrym słowem. Powiedzmy, że w pewnym momencie okazało się, że Rycerstwo jest równo przez Króla olewane, żołdu nie widziało od miesięcy a Królisko – kontrastowo – jakby wypiękniało. Tu kołnierz z soboli, tam pludry jedwabne, tu i ówdzie ku rozrywce menażeria egzotyczna się plącze a i grajków uciesznych po krużgankach cała masa.

Wpieniło się rycerstwo, w lament uderzyło do Radnej Fundacyjnej. Że Król jak ten cysorz żyje a oni nie mają co do gęby włożyć. Radna Fundacyjna spięła swą wydatną część tylną, rycerstwo do prokuratury odesłała. Prokuratura wszczęła postępowanie, prasa brzydko o Królu napisała, chociaż ten, uprzedzony, łzawą samokrytykę uskutecznił. I teraz powinnam napisać „i znów było ślicznie i sprawiedliwie”. Nic z tego.

Ja pana Jakuba Ś. bronić nie będę. Mnie nie ruszają teksty, że palił niedopałki. Ja pukam się w głowę na wyznanie, że mu się „bezpiecznik przyzwoitości” wyłączył. Ja po imieniu nazywam to co zrobił i nie widzę żadnego usprawiedliwienia. Ja otwarcie mówię, że powinien za to beknąć i to grubo, bo z delikatności w jego przypadku nauka nie płynie. Ja tylko pytam, w którym miejscu bezpiecznik przyzwoitości posiada członkini Rady Fundacji, pani Dorota Zawadzka. Bo mam wrażenie, że w jakimś trudnodostępnym, żeby nie określić tego bardziej precyzyjnie.

Pani Dorota bardzo szczęśliwą jest, gdyż udało się jej upupić Jakuba Ś., czym nie omieszkała pochwalić się publicznie. Problem w tym, że to upupienie jakieś takie niepełne jest. Jak to możliwe (pytam ja, niekształcony w temacie obywatel), że Rada Fundacji (w tym pani Zawadzka) nie zauważyła, że Fundacja nie ma księgowości. Jakim cudem Rady Fundacji nie zaalarmował brak sprawozdania za rok 2011. Jak bardzo trzeba było nie chcieć zobaczyć monitów dotyczących rozliczenia z darowizny nadsyłanych przez firmę T-Mobile. Jaka ilość „bezpieczników przyzwoitości” musi się wyłączyć, żeby mieć w odwłoku coś, co się firmuje własnym nazwiskiem a potem jeszcze się tym chwalić (bo de facto pani Dorota sama stwierdziła, że nie miała o niczym pojęcia). Ja bardzo poproszę o odpowiedź, najlepiej na jakimś wykresie, to może jako grafikowi będzie mi łatwiej pojąć.

Jako alternatywę podsuwam pytanie jak długo Superniania o wszystkim wiedziała i o co w tym naprawdę chodzi. I czy w związku z tymi wszystkimi moimi zdziwieniami nie jest tak, że członkini Rady, jako osoba przyzwoita powinna się sama również upupić, wraz z resztą Rady najlepiej – bo sprawiedliwość być musi – czyż nie?

Strasznie mi to nie gra. Tak mnie uwiera tutaj i tutaj. Chociaż może to po prostu ból pleców po odśnieżaniu, bo wiosna wciąż jakoś nie nadchodzi.

Ps. Zadałam powyższe pytania (za wyjątkiem alternatywnego) na profilu Doroty Zawadzkiej na FB. Póki co odpowiedzi się nie doczekałam.

Ps 2. Zwrócono mi uwagę (słusznie poniekąd), że Gombrowicz co innego miał na myśli pisząc o upupianiu. Wyjaśniam, że nie w głowie mi było przewracanie w grobie Gombrowicza, celem było jedynie złagodzenie bardzo nieładnego słówka. Ale wyszło jak zwykle ;).

poniedziałek, 11 lutego 2013
Bielmo

Na gałęziach zalega śnieg. Piękny, mokry śnieg, który znienacka wykonuje desant za mój kołnierz. Słońce pojawia się sporadycznie w celu poświecenia w okno tylko do momentu, w którym postanawiam wyjść na zewnątrz. Temperatura kwalifikuje mnie do konkursu na ludzika Michelin.

Skarpetki mam fioletowe w białe ciapki. Grubaśne. Do tego leginsy, też grubaśne. Fajne mi zjeżdżają z tyłka zaopatrzonego w bawełniane gatki grzejące to i owo. Podkoszulek a na to polarek z Biedronki w kolorze wściekłej jarzębinki. Z futerkiem od wewnątrz, bo przytulaśne. Brzuszek mi wzdęło od świeżo usmażonych tostów z podwójnym serem i bardzo gorącej herbatki. Buźka wyciapciana kremem świeci jak latarnia.

Wygrzewam sobie kanapę. W teletiwi odmładzają o dziesięć lat kolejną Starą Czterdziestkę. But, fryz, ustka, oczko. Zezem zaglądam w lusterko, sprawdzam swoje, czy równie zalotne. Coś nie bardzo. Burp, o przepraszam, to te tosty. Czterdziestka z teletiwi odkrywa dobrodziejstwa obciskających gaci, zachwyca się nową figurą. Krytycznie macam oponkę, sprawdzam czy nie da się jej wepchnąć palcem do środka. Nie będę przecież w takich gumach po domu, w środku polarnej nocy. O, pryszcz mi wyskoczył.

- Małżu, jestem taaaaka brzydka…
- Głupia jesteś.

No właśnie. Nie dość, że brzydka to jeszcze głupia. Ale mu się trafiło.

Ps. Małż mi przypomniał, że tak naprawdę liczą się tylko cycki i tyłek. W leginsach i podkoszulku te kawałki mnie wyglądają na tyle dobrze, że na resztę nie zwraca uwagi. Życie jest prostsze niż byśmy chcieli.

Czego i Wam, Drodzy jak zwykle.

Wasza Najoddańsza 


00:01, kajagrafik , Komiks
Link Komentarze (3) »
środa, 06 lutego 2013
Plus dwa do szczęścia

Kocham ciastka. I czekolady. I budynie. I cukierki. I one też mnie kochają. Duże lustro przemyślnie ukryto za szafą w pokoju Właściwie Dorosłego Syna. Nikomu tam nie przeszkadza. Pod kuchenną szafką czai się Smutna Waga Jednoosobowa. Udaję, że jej tam nie ma. W czeluściach Pudełka Ze Strasznymi Rzeczami posykuje cichutko Centymetr. W walizce wyleguje się Sukienka W Którą Muszę Się Zmieścić. Tak sobie koegzystujemy – ja i moje Oprzyrządowanie Do Bycia Grubą.

Raz do roku, gdzieś tak przed wakacjami, dochodzę do wniosku, że mogę żreć tylko warzywa i ryby gotowane na parze. Waga Jednoosobowa wraca do łask, kasza gryczana i ryż są precyzyjnie odmierzane metodą liczenia ziarenek, obwód uda i tego miejsca, gdzie zazwyczaj jest talia zapisuję starannie w Programie Do Mobilizacji – codziennie. Po jakimś tygodniu czy dwóch dochodzę do wniosku, że to wszystko przez wiek i hormony, więc i tak nie osiągnę wymarzonych (a kiedyś oczywistych) pięćdziesięciu sześciu kilogramów wiotkiego ciała. I znów jestem szczęśliwa.

Bo, proszę Szanownych Pań, grubość i chudość nie jest wyznacznikiem nie bycia/bycia szczęśliwą. Bo, Kochana Kobieto, jeśli masz straszną ochotę na tę pralinkę z marcepanem to (do jasnej Anielki) rozkoszujże się jej smakiem, zamiast kalkulować w głowie jak dużo nadprogramowych kalorii właśnie rozpływa Ci się w ustach. Ja otwarcie mówię, że Kobiet nie rozumiem i nie zrozumiem raczej. Bycie niezadowoloną ze swojego wyglądu jest w dobrym tonie, podobnie jak ploteczki i „chodzenie na ciuchy”. Prawdopodobnie z tego powodu nigdy nie będę miała psiapsiółki – w damskim gronie czuję się jak transwestyta.

Wczoraj Kolega Pianista wyłuszczył mi, że kobiety za mną nie przepadają, ponieważ prezentuję zbyt wiele męskich zachowań (nie wyłuszczył niestety, o które konkretnie chodzi, mam nadzieję, że nie miał na myśli plucia na chodnik i sikania na stojąco). Najpierw się ucieszyłam (komplement!), potem zmartwiłam (wcale nie komplement…) a potem znowu ucieszyłam. Jako męska kobieta mogę spokojnie olać brak talii i przejść do konsumpcji dużych ilości dającego szczęście magnezu. Z nadzieniem albo bez.

Czego i Wam, Drodzy (również z okazji nadciągającego Tłustego Czwartku), życzę.

Wasza Najoddańsza.

 

14:44, kajagrafik , Komiks
Link Komentarze (15) »
piątek, 01 lutego 2013
Uwarunkowanie

U każdego gatunku samiec odpoczywa, poluje, konsumuje oraz samiwiecieco. Jak nie musi polować to pożywia się. A jak nie musi reszty to uzupełnia niedobór kalorii. Samiec jak głodny to zły.

Małż pochorował się był i obecnie stanowi najbardziej nieszczęśliwy kawałek łóżka. Przy okazji napiszę co myślę o Naszej Przychodni oraz zrelacjonuję jak pobiłam Internistę.

Niestety nie przeszliśmy do III etapu Bloga Roku 2012 - może za rok się uda. Serdeczne dziękowania tym, którym chciało się wysłać SMSa :).

11:50, kajagrafik , Komiks
Link Komentarze (2) »
piątek, 25 stycznia 2013
Specjalizacja

Oczywiście nie uwierzycie, jeśli powiem, że chodziło o metodę składania. Ja też nie uwierzyłam. Pytanie tylko czy maszyna jak mama, czy mama jak maszyna.

Przypominam o głosowaniu na Bloga Roku, wysyłamy SMSa o treści F00035 na numer 7122, co kosztuje nas 1,23 PLN :).

czwartek, 24 stycznia 2013
Głosowanie na Blog Roku 2012 :)

Głosowanie na Blog Roku wystartowało, jak zwykle kryję się w kategorii Artblogi. Żeby zagłosować się wysyła esemesa. Esemes jest płatny złoty dwadzieściaczy. Można głosować na wiele blogów, więc nawet jeśli zagłosujecie na jakiś inny to na Krótką Serię też jeszcze możecie. Jak będzie dużo głosów to przejdę do następnego etapu, w którym nie dostanę nominacji :]. Ale i tak fajnie byłoby zawitać do pierwszej dziesiątki :>. Rok temu się udało, bo naganiałam ludzi mailami, w tym roku startuję pro forma, a nuż ktoś nowy zobaczy i się mu spodobasie. A może tych spodobasiów będzie dużo?

Wysyłamy smsa o treści F00035 (zera to są) na numer 7122. Ja już wysłałam, zaraz wyśle Średni, Mamusia, Męża jak wróci oraz Najstarsza jak się przedrze przez zaspy. Jak nie to nie dostaną kolacji. A, mam jeszcze komórkę ex-szefa to jeszcze z tego sobie wyślę. Kto bogatemu zabroni. ;)

http://www.blogroku.pl/2012/kategorie/kraltka-seria-,ou,blog.html

Tagi: blog roku
18:43, kajagrafik , Komiks
Link Dodaj komentarz »
piątek, 18 stycznia 2013
Język roślin

Póki co nie wiadomo, o czym rośliny gadają między sobą. Natomiast jasne są komunikaty niektórych iglastych w drugiej połowie stycznia. Niniejszym Święta Bożego Narodzenia uznaję za zakończone.

piątek, 11 stycznia 2013
Teoria względności

W pewnym wieku czasoprzestrzeń zagina się, z czego wynika cała masa zgrzytów międzypokoleniowych. Starcy inaczej rozumieją określenie "będę wieczorem" po prostu.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 10