Powrót do strony głównej

Czytam


goodreads.com

KONTAKT Z AUTORKĄ

Kategorie: Wszystkie | Komiks | Przemyśliwam
RSS
wtorek, 22 sierpnia 2017
Nie kop pana bo się spocisz

Tak jak wiele kobiet mam problem z zachowaniem ciągłości wypowiedzi. Nie żebym nie wiedziała o czym mówię. Wiem bardzo dobrze. Równie dobrze wiem, że istnieje ścisły związek pomiędzy moją opinią na temat wyjazdu Małża do Niemiec oraz kolorem krowy w dziesiątej dygresji. Oczywistym też jest, że dygresje mają na celu przybliżenie mojego punktu widzenia. Z wielu stron. Z tak wielu, że osoba mająca go poznać nawet nie zdaje sobie sprawy jak bardzo rozległy on jest. I że bez dogłębnej analizy nie da rady pojąć całości zagadnienia. 

Zazwyczaj sama ilość wątków pobocznych powodowała u mojego rozmówcy stan otępienia. Mózg delikwenta w akcie samoobrony ściskał się do rozmiaru orzeszka, by za chwilę gwałtownie rozprężyć się pod naporem wciąż napływających fal informacji. W tym niespodziewanie uzyskanym wymiarze myśl ludzka panicznie poszukiwała związków pomiędzy wszystkimi zakamarkami mojej wypowiedzi a tematem wiodącym. Od czasu do czasu związek pojawiał się i rozmówca chwytał tę deskę ratunku buszującą po morzu aluzji, dygresji i rozpaczy, by po chwili znów pogrążyć się swoją własną odpowiedzią. Wiodła ona go na sam kraniec, aż do mojej zgrabnej wolty, ukazującej ten pozornie pomieszany twór jako spójną całość z początkiem i końcem, a co najważniejsze z moją własną racją na najbardziej końcowym końcu. CBDO*, dziękujemy serdecznie za uwagę, do usłyszenia.

Metoda była boska i - co najważniejsze - działała. Wzorem Korwina, niedoścignionego mistrza, opierałam się na połączeniu w logiczną całość zdarzeń pozornie nie mających związku, w ostateczności z jednym małym błędem logicznym po drodze, który zmieniał świat z zielonego na pomarańczowy. Bardzo często zresztą błędu nie było bo i tak miałam rację i nic w kolorach mieszać nie należało. I ależ się czułam inteligentna!

Kryzys nadszedł niespodziewanie. Miał metr osiemdziesiąt trzy wzrostu i blond włosy. I nie robił kropek w zdaniu. W razie czego uprzejmie przypominał, że przerywanie wypowiedzi w pół zdania jest formą - bądźmy szczerzy - chamstwa. Załatwił mnie. 

Po każdym kawałku zdania wielokrotnie złożonego, kiedy w mojej głowie kontrargument przytupywał z niecierpliwością, następował przecinek. Po nim wypowiedź Kryzysa podążała niewzruszenie dalej, ku następnemu mojemu przytupującemu kontrargumentowi. Z czasem stłoczone w ciasnej przestrzeni mojej głowy zaczynały deptać sobie po palcach, przepychać się i pokrzykiwać na siebie, zapominając czego dotyczyły i w jakiej kolejności stały. Najstarsze po prostu siadały na podłodze zalewając się rzewnymi łzami. Sytuacja w mojej czaszce zaczynała przypominać atmosferę znaną z kulis konkursów piękności.

Oczko zaczęło mi nerwowo podrygiwać a z lewego kącika ust niespiesznie sączyła się ślina. W samym jądrze mojego zrozpaczonego mózgu rodził się Argument Ostateczny. Pęczniał i wzrastał we wszystkich sześciu wymiarach. Wiedziałam, że da mi absolutną przewagę, potwierdzi wszystkie moje racje, że po nim nie będzie można powiedzieć już nic.

Słony smak zwycięstwa podkreślił dżwięk wypowiadanych dobitnie słów:

- Sam jesteś głupi!


*z kręgów zbliżonych do matematyków: co było do okazania

23:25, kajagrafik
Link Dodaj komentarz »